wtorek, 22 października 2013

Wpis hejterski.




Jest tyle rzeczy, które mnie wkurzają! Zależy to głównie od tego, co w danej chwili dzieje się w moim domu, otoczeniu i w mojej głowie. W zależności od kondycji psychicznej mniej lub bardziej się tym przejmuję i karmię. W tej chwili wnerwia mnie głównie to, że zewsząd słyszę jaka powinnam być i co będzie, jak nie będę. Przy czym, pomysły i wskazówki ograniczają się jedynie do garści banałów, bez konfrontacji z szarą rzeczywistością.

Przykład pierwszy:
Kobieta powinna być matką, wspierającą żoną, doskonałą pracownicą, najlepiej szefową. Mieć hobby, boskie ciało, na twarzy idealny makijaż i obowiązkowo - promienny uśmiech. Według reklam i kilku debilnych poradników dzień superwoman powinien wyglądać tak:
Rano, po tym jak już zrobi się na bóstwo, przygotuje pełnowartościowe śniadanie dla całej rodziny, wyprasuje mężowi koszulę, ubierze dzieci i porozwozi je po szkołach i przedszkolach, powinna popędzić jak na skrzydłach do pracy. Najlepiej oczywiście, żeby to zrobiła na rowerze, bo superbabki powinny być eko. Praca koniecznie musi być tą wymarzoną, dającą satysfakcję, możliwości awansu i rozwoju osobistego. I koniecznie musi tam mieć rzesze najlepszych przyjaciół. Po pracy zakupy, odebrać dzieci, zrobić pyszny, zdrowy obiad z dwóch dań i deseru(obowiązkowo). Odrobić z dziećmi lekcje, pobawić się klockami, zrobić teatrzyk kukiełkowy i wyjść na rolki. Następnie oddać się swoim pasjom: pójść na basen, siłownie, do fryzjera, galerii sztuki, na drinka z koleżanką. Po powrocie do domu podać kolację, wykąpać pociechy, przeczytać bajeczkę, utulić do snu. Wziąć kąpiel w pianie, przeczytać książkę, spędzić romantyczne chwile z mężem, przy świecach i kieliszku wina. I to wszystko z promiennym uśmiechem i perfekcyjnym makijażem.
Serio? Ręka w górę kto jeszcze uważa, że to plan raczej nierealny? I już nawet nie mówię o tym, że doba ma tylko 24 godziny, bo jeszcze się okaże, że tylko moja, ale skąd wziąć na to wszystko siły?

Przykład drugi:
Superlaski, które trzy miesiące po porodzie zapieprzają po wybiegach w bieliźnie i wmawiają wszystkim, że to kwestia dobrej organizacji. Według nich kobieta nie ma prawa chodzić po domu w piżamie, z włosami w kitkę. Bycie niewyspaną i obolałą jest niedopuszczalne i passe. I One to wszystkim udowadniają! Tylko zapominają dodać, że gdy One spędzają całe dnie pod okiem tresera osobistego, dietetyka, fryzjera, kosmetyczki i masażystki po Ich domach kręci się sztab kucharek, sprzątaczek, niań i ogrodników. I jeszcze, bezczelnie podpis pod zdjęciem z niemowlakiem walną taki:" dziecko jest szczęściem moim największym, chodź czasem bywa ciężko, jestem taka szczęśliwa. Mamy ze sobą cudowny kontakt, moja kariera kwitnie, a ja zupełnie nie czuję, że muszę z czegoś rezygnować". No, błagam!

Generalnie śmieszy mnie to, albo mam te bzdury głęboko, wiecie gdzie. Czasami tylko, jak mam napad chandry trochę mnie to dołuje. Bo ja tak nigdy nie miałam i nawet nie chciałam mieć. A może powinnam? Czemu nie jestem taka super? Czemu ja nie mam czasu, siły, a przede wszystkim pieniędzy na to wszystko? Jestem źle zorganizowana? Leniwa? Mam złe geny?
Coś mi podpowiada, że jedyne co powinnam zrobić to to wyśmiać, ewentualnie współczuć tym, którzy próbują. A może jednak dopingować?

O! Jeszcze wkurza mnie to, że każde zagadnienie ma "z drugiej strony". A czasem i z trzeciej, piątej i dziewiątej. Człowiek zaczyna być bez szans na uporanie się z własnymi myślami. Bo te kolejne strony też są słuszne i prawdziwe. Czasem już sama nie wiem co myśleć. I czy to dobrze, czy źle, że nie wiem? To pewnie dlatego nie umiem zdecydować jaka chcę być, jak powinno wyglądać moje życie, która za "stron" jest mi bliższa.
Z pierwszej strony:) uważam, że jak się ma malutkie dziecko, to jednak powinno się mu poświęcić swój czas, hobby, pracę, a nawet zdrowie psychiczne. To nie będzie na zawsze, a dla dziecka znaczy tak wiele. No ale, z drugiej strony (!) jak oglądam niektóre reklamy to mnie szlag trafia! Dwie wkurwiają mnie szczególnie. W pierwszej mama jest chora, boli ją gardło. Syn woła na pomoc tatę, bo przecież mama nie może być chora. Nie, Ona MUSI  iść na mecz i kibicować. Mama zażywa magiczną pastylkę i po chwili drze się jak opętana, bo synuś strzelił gola. Czemu? Bo mama nie ma prawa źle się czuć? Powinna, do cholery spędzić dzień pod kołdrą, odpoczywać i pić gorącą herbatę z miodem! Nic by się dzieciakowi nie stało jakby ten jeden raz mama się z trybun nie wydzierała!
W drugiej reklamie, pysznych słodyczy, takich z całym orzechem oblanym karmelem i z czekoladą na wierzchu wszyscy robią to co lubią. Tata majsterkuję i jest szczęśliwy, oddając się swojemu hobby. Syn zbiera wszystko co zielone i skacze, a córka z nadpobudliwością ruchową bije różne rekordy. Mają pasje, to się im oddają. A co w tym czasie robi mama? Wyjmuje z szafki słodycze i wszystkim pod nos podtyka, bo mama ma takie hobby, żeby wszyscy w rodzinie byli szczęśliwi. No, ej! Naprawdę, mamę nie stać na nic innego? Chyba się trochę zagalopowała z tym poświęceniem. Z trzeciej (grrr) strony, ile taka przeciętna mama ma czasu dla siebie?
No i widzicie jak mogą człowieka wkurzyć i mętlik w głowie spowodować te "strony" i "dna"? Mnie denerwują. Raz sobie obiecuję, że teraz to będę miała czas tylko dla siebie, że właśnie na basen, wystawę, popijawę. Potem, oczywiście nie mam siły, czasu albo co z dziećmi zrobić. I kończy się, jak zwykle tym, że wszyscy robią co chcą, a ja sprzątam albo dzieci niańczę. Kurwa, te reklamy chyba jednak nie kłamią! To wnerwiające!
Koniec, końców wychodzi na to, że nie jestem odporna na te wszystkie programy i reklamy tak bardzo jakbym chciała. Zamiast cieszyć się tym co mam, unieszczęśliwiam się dążąc na siłę...no właśnie, do czego? I to też mnie wkurza!

I tak z innej beczki, żeby już sobie "strony" darować. Niezbyt to pasuje do tego, co powyżej, ale też  mnie wkurza, więc jednak pozostaję w temacie.
Kilka lat temu przeglądałam CV i listy motywacyjne osób chętnych do pracy u mojej teściowej.
Kandydaci byli różni wiekiem, płcią, doświadczeniem. Ale w każdej grupie znalazła się przynajmniej jedna osoba, chwaląca się, że jest zajebista, bo dąży do celu za wszelką cenę i "po trupach". Do cholery, to ma być zaleta? Ja bym nie chciała pracować ani się kumplować z nikim, kto deklaruje, że zrobi mi świństwo, nakłamie, dołek wykopie byleby tylko ugrać coś dla siebie. Jak jesteś zapatrzonym w siebie dupkiem, z nadmiarem ambicji i niedoborem empatii, to spadaj i trzymaj się z dala ode mnie! Nie muszę mówić, że takie CV nie przeszły. I kolejna superzaleta, którą chwali się coraz więcej ludzi, a której nie cierpię dużo bardziej niż poprzedniej to "szczerość do bólu". Czy sprawianie komuś przykrości jest takie fajne? Czy nie można być szczerym bez bólu? Można przecież użyć takich słów, żeby wyrazić swoje zdanie nikogo przy tym nie raniąc. A jak się nie da, to może lepiej zamilknąć?

Rany, jaka ja dzisiaj nabuzowana, wkurwiona i nielubiąca:)
Chyba znajdę sobie jakieś forum i napiszę, że wszyscy są głupi, brzydcy i na niczym się nie znają:))
Albo, lepiej będzie jak się upiję!

6 komentarzy:

  1. ja jestem za tym ostatnim:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też:) Już druga szklaneczka leci:)

      Usuń
  2. Wyłącz telewizor!

    Serio? Nie wyrabiasz się? Przecież to plan podstawowy. Ja do tego wszystkiego jeszcze charytatywnie pomagam w schronisku dla zwierząt, robię zakupy chorej sąsiadce, uczę się hiszpańskiego i chorwackiego oraz sama szyję ubrania dla swojego dziecka. Fakt, przyznaję, czasem mam "niedoczas". Dziś na przykład nie zdążyłam pomalować paznokci by odcieniem pasowały do dzisiejszej stylizacji, ale to dlatego, że zajęcia z pływania synchronicznego dla dzieci do lat 2 nam się przedłużyły.

    Dobra, idę spać. Bo piszę jakbym z Tobą te szklaneczki obalała ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabyś, co?
      Nie pomalowałaś paznokci??? Jesteś beznadziejna:))))

      Usuń
  3. Hehe...kochana trafiłas w sedno...co do reklam to się nie dziw..nad nimi pracują sztaby ..wynajętych psychologów..a oni dosonale wiedzą co zrobic abys poczuła się..sfrustrowana, karmiąc cię wizją własnej niedoskonałości...tylko zasntanawiam się w jakim celu? MOże chodzi o to aby uwierzyc że za pomocą "magicznej tabletki" lub "magicznego pudełka czekoladek" twoje życie będzie przypominało ta szczęśliwo-wkurwiającą rodzinkę? Mejbi....
    A na forum to wiadomo..sami frustraci...idź, orzygaj parę stron, poczytaj parę debilek i szybko wrócisz do swojej normalności, która jest zajebista, bo jest TWOJA..:-)

    OdpowiedzUsuń