piątek, 3 stycznia 2014

Naiwniak.

 

Jesu, jaka jestem naiwna! Po raz kolejny dałam się nabrać! Już obdzwoniłam rodzinę i znajomych, już imprezę zaczęłam szykować, a nawet cofnęłam postanowienie, że nigdy więcej alkoholu do ust nie wezmę. I co? DUPA!

A było tak:
Gabrysia wkurzyła się o chujwieco. Trzasnęła drzwiami i darła się, że się wyprowadza. Chciałam pomóc dziecku, wszak dobra mama ze mnie i kocham Ją nad życie. Zaproponowałam, że jej walizkę z pawlacza zdejmę i kanapki na drogę zrobię. Niewdzięczna gówniara nie doceniła moich szczerych chęci i tylko darła się głośniej i szybciej szafę opróżniała.
Po jakimś czasie zapał do rozpoczęcia życia na własnych rachunek ją opuścił. Rozkazałam sprzątnąć ubrania z podłogi licząc na to, że znów się wkurzy i może jednak zechce sobie pójść. Przebiegła bestia mnie wykiwała i zamieniła wyprowadzkę na zabarykadowanie się w pokoju i ogłoszenie strajku głodowego! Dżizas, co ja zrobię jak jej młodym życiem zaczną rządzić hormony?? Jakie są szanse na to, że do tej pory się wyprowadzi?

Następnym razem we własne szczęście uwierzę dopiero gdy Ją wymelduję i zmienię zamki.

3 komentarze:

  1. szkoła z internatem dla córki, albo internowanie dla matki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klasztor? Byle nie dla mnie, ja chcę w końcu pożyć:)

      Usuń