Ogłaszam 1. stycznia Dniem Kaca i Zaniedbanych Dzieci.
Jak starzy mają kaca zaniedbują dzieci.
A nic nie zapowiadało, że skończy się tak, że będę błagać o eutanazję. Jeszcze przed świętami Teściowa, oznajmiła, że bierze dziewczynki na Sylwestra. Wniosek był prosty - nie ma dzieci, musi być imprezka! Jak już jest po wszystkim nie wydaje się to dobrym pomysłem. Za rok idę do kina na maraton, przeczekam tą noc w ciemnościach sali :)
Zaczęło się niespodziewanie. Na chwilę wpadła siostra z życzeniami noworocznymi i....przemówiła ludzkim głosem. Tak mnie zaskoczyła, że odechciało mi się uprzykrzać jej życie.
Jak urodziłam Gabrysię mieszkaliśmy w malutkim pokoiku na poddaszu w domu na końcu świata. Dwa kilometry przez las do tramwaju, do mamy ponad godzina drogi, Mariusz wracał z pracy o 21, była jesień. Zostałam sama z malutkim dzieckiem, bez pomocy, bez obecności dorosłych. Ola na tym samym etapie życia ma męża pod ręką (po 15 w domu), mieszkają z przemiłymi, pomocnymi teściami, w dużym, pięknym domu. Mimo to, nie ogarniają, gubią się gdzie góra, gdzie dół. I właśnie wczoraj siostra powiedziała, że codziennie myśli o tym, że nie ma pojęcia jak ja wtedy dałam radę, że Ona sobie nie wyobraża, że mnie podziwia i w końcu zaczyna wszystko rozumieć. No i jak tu Ją gnębić po takim wyznaniu? Stał się noworoczny cud:)
Gości było mało, w sumie sześć osób, dwie nie przyszły. Imprezka wyrzutków, samotnych w tą noc, bo drugich połówek albo brak, albo w pracy. Jakoś się nie kleiło, takie "pitu pitu" przy sałatce, kanapkach i drinkach. Jak zwykle za dużo gadania o dzieciach, porodach, ząbkowaniu. Serio, pojąć nie mogę jak to się dzieje, że wszystkie pogaduchy zawsze się tak kończą! A po północy spotkała nas kara. Wszystkich rozbolały głowy, prawie nikt się nie odzywał. Teoria Kasi głosi, że to dlatego że piliśmy za wolno i kac nas dopadł w trakcie picia. Pomysł dobry jak każdy inny, ale gdybym wiedziała, że kulturalne zachowanie zostanie ukarane chlałabym jak gimnazjalista i przynajmniej byłoby wiadomo czemu cierpię! Po 73 próbach udało się dodzwonić po taksówkę, pobudziliśmy tych co przysnęli na kanapie i już po czwartej byliśmy w łóżku.
Dziewczynki wróciły dopiero o 16, ale to i tak w niczym nie pomogło, nadal chciałam umrzeć. Zdychaliśmy na kanapie, pijąc na zmianę wodę, herbatę i Alka-prim. Oglądaliśmy filmy co chwilę powtarzając "ciszej dzieci, boli nas głowa". W końcu Mariusz stwierdził, że pora na lekarstwo, albo nas dobije, albo wyleczy. Walnęliśmy po piwku i tylko dzięki temu córki zostały wykąpane, nakarmione i położone spać. Bez kolejnej kary się nie obeszło. Zołzy budziły się co chwilę do drugiej rano, a to pić, a to zgubiłam smoczka, chcę się przytulić, chyba idą mi zęby.
Dobra, dobra, pojęłam lekcję.
Za rok idę do kina!
Dowód na to, że kobiety odpowiedzialnie podchodzą do karmienia piersią:)
Mama trzymiesięcznej Hani już na schodach otworzyła pierwsze piwko ciesząc się, że ma w lodówce zapasy mleka na kilka dni, więc jej wolno. Później, jak goście zgłodnieli poszłam do kuchni odgrzać pierogi i barszcz. Wchodzi Kasia, otwiera kolejne piwo, bierze spory łyk, beka i mówi:
- Ty, nie wal tyle cebuli do pierogów, przecież ja karmię piersią!
;)